<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" href="/rss.xsl" media="screen"?>
<rss version="2.0" xmlns:creativeCommons="http://backend.userland.com/creativeCommonsRssModule">
   <channel>
      <language>en</language>
      <creativeCommons:license>http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/uk/</creativeCommons:license>
            <pubDate>Thu, 1 Jan 1970 00:00:00 +0000</pubDate>
      <lastBuildDate>Thu, 1 Jan 1970 00:00:00 +0000</lastBuildDate>
            <ttl>60</ttl>
      <docs>http://www.audioscrobbler.net/data/webservices</docs>      <title>rossie's Last.fm Journal</title>
      <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal</link>
      <description>The Last.fm journal for rossie.
        Last.fm journals are a place to talk about all things music.</description>
      <item>
         <title>Małe (wielkie) szczęścia</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2011/06/12/4fkeh0_ma%C5%82e_%28wielkie%29_szcz%C4%99%C5%9Bcia</link>
         <pubDate>Sun, 12 Jun 2011 16:55:49 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2011/06/12/4fkeh0_ma%C5%82e_%28wielkie%29_szcz%C4%99%C5%9Bcia</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/music/Poluzjanci" class="bbcode_artist">Poluzjanci</a> Akustycznie w Sali Konferencyjnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu<br /><br /><br />O koncercie dowiedziałam się jakimś niebywałym łutem szczęścia (stroke of luck - właśnie powinnam uczyć się na jutrzejszy egzamin), który popchnął nas pewnego dnia w tramwaj numer 9 zamiast czekać na 10, przejechałyśmy więc przez całe centrum, i to tam na płocie wiecznej budowy przy Marcinkowskiego zobaczyłam plakat. I Aleksandra może poświadczyć, że przykleiłam się do szyby i powiedziałam, że muszę tam być i nie ma w ogóle żadnej innej możliwości. Bilety kupowane w biegu, kuzynka namówiona w biegu i w biegu dotarłam na sam koncert, odbywający się w specyficznych okolicznościach przyrody, bo sala przypominała mi bardziej salę wykładową niż miejsce na koncert. Przez chwilę plułyśmy sobie w brody, że nie wydałyśmy dodatkowych 20zł na bilety (studenckie budżety i ich uroki), ale parę chwil po 20 okazało się, że absolutnie nikt nie obrazi się, jeśli zajmiemy wolne miejsca w sektorze bliższym sceny. Tak więc zrobiłyśmy i czekałyśmy, ja podekscytowana bo wiedziałam mniej więcej, czego mogę się po Poluzjantach spodziewać, kuzynka jeszcze nie do końca przekonana, bo to jej pierwsze spotkanie z Polu i Kubą na żywo.<br /><br />Samo miejsce dużo zyskało po wygaszeniu śwateł i najbardziej podobało mi się w sumie właśnie wtedy, kiedy nie było jeszcze dodatkowych świateł 'występowych' i pokrytą dywanem scenę oświetlały tylko stojące lampy z ciemnoczerwonymi abażurami. Brakowało mi tego spokojnego nastroju jesiennego salonu z kominkiem w późniejszej części, kiedy zaczęło się fioletowo-niebieskie miganie, ale cóż, takie zasady występów na scenie. Przejdźmy jednak do meritum, choć sama nie wiem, czy meritum tego właśnie występu była muzyka, czy też to co się poza muzyka działo.<br /><br />Po pierwsze chciałabym powiedzieć, że jestem głęboko przekonana, że głos Kuby Badacha leczy wszelkie choroby cywilizacyjne, raka, depresję i słuchanie go powinno być wypisywane na receptach. Koniecznie na żywo, bo mam nieodparte wrażenie, że tylko wtedy posiada pełne zdolności lecznicze. I choć niby wiedziałam o tym już wcześniej, to kolejny raz zadziwiło mnie to, jak kompletnie innym od słuchania płyty doświadczeniem jest koncert Poluzjantów.<br /><br />Nie miałam okazji usłyszeć aranżacji akustycznych przed koncertem, co sprawiło, że każdy kolejny utwór był dla mnie niespodzianką. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się aż takich zmian, niektóre utwory zabrzmiały zupełnie na nowo, w pamięci utkwiły <a title="Poluzjanci &ndash; Znikło miasto" href="http://www.last.fm/music/Poluzjanci/_/Znik%C5%82o+miasto" class="bbcode_track">Znikło miasto</a>, <a title="Poluzjanci &ndash; Mała apokalipsa" href="http://www.last.fm/music/Poluzjanci/_/Ma%C5%82a+apokalipsa" class="bbcode_track">Mała apokalipsa</a>, <a title="Poluzjanci &ndash; Plastik" href="http://www.last.fm/music/Poluzjanci/_/Plastik" class="bbcode_track">Plastik</a> - piosenki, które do tej pory nie wyróżniały się spośród innych na tym koncercie zyskały dla mnie zupełnie nowego smaku. Szczególnie ta ostatnia, zagrana na basie z plastikowej butli po Ustroniance i miniaturowym zestawie perkusyjnym. I, co warto dodać, bardzo była ta nowość udana. Muzycznie Polu nie zawodzą nigdy i wciąż obstaję przy swojej opinii, że są to jedni z najlepszych polskich muzyków, bez dwóch zdań. I z jednej strony chciałabym, żeby wszyscy wokól to zobaczyli i docenili, a z drugiej cieszę się, że na ich koncertach nie ma ludzi przypadkowych, że nie ma dzikich tłumów podekscytowanych piętnastolatek krzyczących &quot;Kuba, kochamy cię&quot; (choć sama miałam ochotę tak właśnie krzyczeć. No cóż.).<br /><br />Ale! Tym co naprawdę sprawia, że Poluzjantów się kocha kiedy tylko wychodzą na scenę nie jest tylko ich muzyka. To jest to, że oni podnoszą mi standardy świetnego koncertu, ustanawiają nowe reguły kontaktu z publicznością, nowe normy. Po koncertach Polu nie wystarcza mi już, kiedy wykonawca wyjdzie na scenę, zagra, zaśpiewa (choćby nie wiadomo jak wirtuozersko), podziękuje i wyjdzie. Ja juz chciałabym, żeby każdy, tak jak Kuba, porozmawiał z publicznością, odpowiadał na wykrzykiwane słowa, żeby po każdym widać było tę niesamowitą radość z tego, że się jest na scenie i ci wszyscy ludzie przyszli, żeby posłuchać.<br />Podejrzewam jednak, że ten urok Kuby jest tak czy siak jedyny w swoim rodzaju. Podejrzewam, że jako kobieta mogę być na niego bardziej wyczulona, ale wydaje mi się, że prawdą jest to, co powiedziała moja kuzynka - że gdyby spotkało się go w pubie przy piwie i nawet nie słyszało jak śpiewa, to  tak polubiłoby się go od razu, po pierwszych trzech wypowiedzianych słowach. Nawet jeśli nie byłoby to stwierdzenie, że &quot;małe szczęścia to są takie małe śliweczki, kamyczki... - one nie toną, drewienka... kakao rano!&quot;. Osobowość Kuby i muzyka Poluzjantów sprawiła, że przez pełne dwie godziny siedziałam uśmiechając się głupio i klaszcząc z zapałem przedszkolaka na przedtawieniu teatrzyku marionetek.<br /><br />Kłóciłam się kiedyś ze znajomym, czy artysta powinien raczej tworzyć dystans pomiędzy sobą a widownią, zaznaczając swoją wyższą pozycję, czy raczej ten dystans skracać, dawać fanom wrażenie, że mają chociaż w małym ułamku jakiś bezpośredni kontakt z człowiekiem na scenie, który jest przecież przynajmniej trochę taki sam jak oni. Ja byłam za tą drugą opcją i koncert ten przekonał mnie, że przy niej będę obstawać, bo Poluzjanci zdecydowanie dystans skracają (nie tylko dlatego, że pozwolili nam usiąść bliżej, ale swoją drogą, można to uznać za symboliczne) i ja nie potrafię ich za to nie uwielbiać. I nie potrafię nie śmiać się, kiedy Kuba na scenie rozważa, dlaczego Bilobil ma taką nazwę, która brzmi jak imię bohatera kreskówki Wielkie Podróże Bilobila czy też Pomysłowy Bilobil.<br /><br />Na bis panów wołaliśmy dwa razy, tak jak trzeba, a oni nie zawiedli i dorzucili do setu moją klasycznie jedną z ulubionych &quot;Prostą piosenkę&quot;. A na samiutki finał świetnie zabrzmiały <a title="Poluzjanci &ndash; Dwie połowy" href="http://www.last.fm/music/Poluzjanci/_/Dwie+po%C5%82owy" class="bbcode_track">Dwie połowy</a>, trochę melancholijnie i spokojniej. Na wygaszenie świateł. Do pełni szczęścia (chociaż nie, pełnia to chyba była. Węc do przepełnienia szczęścia) zabrakło mi tylko &quot;Urodzinowej piosenki&quot;, najlepiej zagranej bez żadnych dodatkowych świateł, tylko przy tych czerwonawych lampach. Może kiedyś.<br /><br />A na koniec chciałam też pochwalić dźwiękowców, bo cudnie wszystko zbalansowali i głos Kuby niósł się bez zarzutu, pięknie opakowany w instrumenty. Ja specjalistką nie jestem i na technice się nie znam, ale słuchało się cudownie.<br /><br />Niniejszym wypisuję sobie permanentną receptę na muzykę Poluzjantów i głos Kuby Badacha i odgórny nakaz obecności na każdym koncercie tychże w promieniu 100km. Bo potem wszystko staje się lepsze, a kto nie lubi, kiedy wszystko staje się lepsze. Każdy powinien czasami tak sę poczuć. A jak fajnie się wraca ciemnymi ulicami wdychając nocne powietrze, wciąż w uszach mając dźwięki koncertu. To się nazywa małe, ba, nawet wielkie, szczęście.</div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>Open'er wishlist</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2010/12/26/44fl8x_open%27er_wishlist</link>
         <pubDate>Sun, 26 Dec 2010 12:43:08 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2010/12/26/44fl8x_open%27er_wishlist</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode">Who I would like to see at <a href="http://www.last.fm/festival/1552390+Heineken+Open%27er+Festival+2011" class="bbcode_event">Heineken Open'er Festival 2011</a>:<br /><br />1. <a href="http://www.last.fm/music/Florence%2B%252B%2Bthe%2BMachine" class="bbcode_artist">Florence + the Machine</a><br />2. <a href="http://www.last.fm/music/Paramore" class="bbcode_artist">Paramore</a><br />3. <a href="http://www.last.fm/music/Laura+Marling" class="bbcode_artist">Laura Marling</a><br />4. <a href="http://www.last.fm/music/The+Tallest+Man+on+Earth" class="bbcode_artist">The Tallest Man on Earth</a><br />5. <a href="http://www.last.fm/music/Johnny+Flynn" class="bbcode_artist">Johnny Flynn</a><br />6. <a href="http://www.last.fm/music/Brodka" class="bbcode_artist">Brodka</a><br />7. <a href="http://www.last.fm/music/Beirut" class="bbcode_artist">Beirut</a><br />8. <a href="http://www.last.fm/music/The+Swell+Season" class="bbcode_artist">The Swell Season</a><br />9. <a href="http://www.last.fm/music/Mumford%2B%2526%2BSons" class="bbcode_artist">Mumford &amp; Sons</a><br />10. <a href="http://www.last.fm/music/Yeah+Yeah+Yeahs" class="bbcode_artist">Yeah Yeah Yeahs</a></div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>Brodka grandzi w Poznaniu</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2010/11/28/42mxbh_brodka_grandzi_w_poznaniu</link>
         <pubDate>Sun, 28 Nov 2010 22:28:50 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2010/11/28/42mxbh_brodka_grandzi_w_poznaniu</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/event/1690850+Brodka+-+trasa+promuj%C4%85ca+p%C5%82yt%C4%99+%22Granda%22" class="bbcode_event">Sun 28 Nov – Brodka - trasa promująca płytę &quot;Granda&quot;</a><br /><br />Kiedy współlokatorka zapytała mnie dziś po południu na jaki koncert się wybieram i powiedziałam, że na Brodkę, spytała &quot;O, gdzie ona gra, gdzieś w M1?&quot;. Obraz Moniki jako gwiazdeczki, która wygrała kiedyś-tam Idola a teraz chałturzy po supermarketach jest nawyraźniej żywy w głowach Polaków. W mojej nie. Absolutnie nie. Nie od jakiegoś czasu, a tym bardziej nie po dzisiejszym koncercie.<br /><br />Wybrałam się na niego trochę rzutem na taśmę. Album <a title="Brodka - Granda" href="http://www.last.fm/music/Brodka/Granda" class="bbcode_album">Granda</a> poznałam w sumie przez przypadek - dziękuję w tym miejscu Kasi P., która zapostowała na wszechmocnym fejsbuku piosenkę <a title="Brodka &ndash; K.O." href="http://www.last.fm/music/Brodka/_/K.O." class="bbcode_track">K.O.</a>, która sprawiła, że zainteresowałam się tym, co tam ta Brodka stworzyła. A stworzyła coś świetnego i płyta zaczarowała mnie całkowicie. Więc kiedy zobaczyłam, że gra w Poznaniu stwierdziłam, że może pójdę. Tak naprawdę ostatecznie zdecydowałam się dopiero w momencie kupna biletu, ale jak widać miałam już przeczucie tego, co to będzie, bo bilet ten jakoś zadziwiająco bardzo mnie cieszył (z niewyjaśnionych dla mnie powodów - w sumie rzadko tak miewam z biletami). Tak więc trafiłam dzisiaj do Eskulapa, trochę spóźniona ale w dobrym humorze.<br /><br />Supportu widziałam ze trzy ostatnie utwory. Przyjemne, całkiem całkiem, nie wiedziałam o istnieniu tego zespołu i na pewno kiedyś sprawdzę co tam grają poza tym, na co się załapałam. Ale przejdźmy do meritum.<br /><br />Wracając stwierdziłam, że dobry koncert to taki, na którym po pierwszym utworze przechodzi mi złość na tych wszystkich ludzi, którzy są za wysocy (seriously? powinni stać pod ścianami), niekontrolowanie kiwają się na boki (nawet jak nie ma muzyki) lub mają za dużo włosów, którymi machają mi przed nosem. Dzisiaj złość przeszła mi już po pierwszych niemal dźwiękach koncertu. A może raczej kiedy na scenę wyszła Monika w tej niesamowicie interesującej sukience (gratuluję temu, kto ją jej zrobił - idealnie pasowała do całości) i makijażu, który dosłownie świecił w ciemności. No, wtedy zaczęła się magia.<br /><br />Koncert było dopracowany w najmniejszych szczegółach - poczynając od tego, jak wyglądała sama wokalistka, przez kolorowe wstążki na mikrofonach i chorągiewki w tle po światła, które idealnie kontrapunktowały występ i tworzyły razem z muzyką i wykonawcami tę niesamowitą atmosferę, która udzieliła się całej publiczności. Koncert był jak spektakl, występ na, ośmielę się powiedzieć, światowym poziomie (choć ja to na niewielu &quot;światowych&quot; koncertach byłam).<br /><br />Muzycznie było przepysznie. Monika ma kawał głosu i nareszcie wie, co z nim robić. Tak jak to, co robiła do tej pory wydaje mi sie tylko taką rozgrzewką, wprawkami i treningiem tak na Grandzie wokalistka rozkwita i pokazuje co naprawdę potrafi. Szczerze mówiąc myślałam, że koncert będzie z gatunku tych raczej spokojnych i statycznych ale już pierwsze utwory wyprowadziły mnie z tego błędu. Monika miała mnóstwo energii, publiczność miała mnóstwo energii i to wszystko razem tworzyło mieszankę wybuchową. Wokalista skakała po scenie, cały czas uśmiechnięta i widać było, że to co robi naprawdę sprawia jej niesamowitą przyjemność, że to kocha i jest w swoim żywiole.<br /><br />Brodka przeszła długą drogę od Idola do Grandy i myślę, że tak naprawdę dopiero teraz odnalazła siebie - takie subiektywne wrażenie. A może nadzieja, że zostanie przy tym co robi teraz, bo mnie się to szalenie podoba. Nadzieję tę podtrzymuje fakt, że na koncercie grana była w zasadzie wyłącznie <a title="Brodka - Granda" href="http://www.last.fm/music/Brodka/Granda" class="bbcode_album">Granda</a>, ze starszych dokonań artystki usłyszeliśmy tylko nową (całkiem udaną) aranżację piosenki <a title="Brodka &ndash; Dziewczyna mojego chłopaka" href="http://www.last.fm/music/Brodka/_/Dziewczyna+mojego+ch%C5%82opaka" class="bbcode_track">Dziewczyna mojego chłopaka</a>, było też kilka ciekawych coverów. Moje ulubione <a title="Brodka &ndash; Kropki kreski" href="http://www.last.fm/music/Brodka/_/Kropki+kreski" class="bbcode_track">Kropki kreski</a> zabrzmiały trochę inaczej niż w wersji studyjnej - dostały koncertowego &quot;kopa&quot; i były mocniejsze - fajnie, że Brodka nie gra wszystkiego zawsze tak samo, że bawi sie tym co robi (jednak wciąż kocham najbardziej wersję z płyty). W części głównej koncertu z Grandy zabrakło tylko utworu <a title="Brodka &ndash; Syberia" href="http://www.last.fm/music/Brodka/_/Syberia" class="bbcode_track">Syberia</a>, został on jednak zagrany jako pierwszy na bis. Zaraz po nim kolejne uderzenie energii w postaci powtórki <a title="Brodka &ndash; W pięciu smakach" href="http://www.last.fm/music/Brodka/_/W+pi%C4%99ciu+smakach" class="bbcode_track">W pięciu smakach</a> które poniosło publiczność tym razem jeszcze bardziej oraz <a title="Brodka &ndash; Granda" href="http://www.last.fm/music/Brodka/_/Granda" class="bbcode_track">Granda</a> na której Monika dosłownie weszła w publicznośc i razem z nią zatańczyła i zaśpiewała całą piosenkę. Zespół zszedł po raz drugi, publiczność jednak nie poddała się i wywołała ich z powrotem na scenę - cóż, przynajmniej w przypadku muzyków była to scena. Bo sama Monika weszła na Eskulapowy balkon i to stamtąd zaśpiewała ostatnią piosenkę koncertu - <a title="Brodka &ndash; K.O." href="http://www.last.fm/music/Brodka/_/K.O." class="bbcode_track">K.O.</a>.<br /><br />Był to jeden z tych koncertów po których mam potrzebę zrobić czegoś, żeby okazać swoją wdzięczność i uznanie. Znów więc (jak po Poluzjantach) udałam się do zawsze pomocnego bankomatu WBK, wypłaciłam swoje ostatnie pieniądze, kupiłam płytę i wyczekałam w kolejce aż Monika wyjdzie i napisze na niej &quot;Dla Asi - Brodka&quot;. Przy okazji usłyszałam też jak mówi, że był to dla niej jeden z najlepszych koncertów w życiu. Nic tylko uwierzyć.<br /><br />Ostateczna refleksja jest taka, że Brodka rozkwitła cudownie, być może sama z siebie a być może napotkała na drodze odpowiednich ludzi. Nie wiem, mam tylko nadzieję, że pójdzie dalej w tę stronę, bo ja Grandę kupuję od początku do końca, od jelenia ze wstążkami na rogach po neonowo pomarańczowe paznokcie Moniki.<br /><br /><br /><br />PS. Refleksja jeszcze jedna - Brodka powinna dostać jakąś nagrodę za najlepszy debiut. Bo ta płyta to dla mnie w sumie jak jej debiut.<br /><br />PS2. Refleksja naprawdę ostateczna - chciałabym zobaczyć Brodkę na Open'erze 2011. Niech ludzie zobaczą, co mamy w Polsce dobrego.</div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>Rogucki wygina śmiało ciało (i smyczki)</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2010/11/08/415cpj_rogucki_wygina_%C5%9Bmia%C5%82o_cia%C5%82o_%28i_smyczki%29</link>
         <pubDate>Mon, 8 Nov 2010 12:20:06 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2010/11/08/415cpj_rogucki_wygina_%C5%9Bmia%C5%82o_cia%C5%82o_%28i_smyczki%29</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/event/1608045+Power+Off+Coma" class="bbcode_event">Sat 6 Nov – Power Off Coma</a><br /><br />Ten koncert był opisywany na tyle różnych sposobów, że ostatecznie nie miałam pojęcia, na co tak naprawdę idę. Power Off - więc akustycznie, ale czy to to samo co symfonicznie, a może w ogóle tak, jak mówił last, czyli po angielsku. Dopiero kiedy na scenę weszły pierwsze osoby, czyli ludzie ze smuczkami i trąbkami odetchnęłam z ulgą i rozjaśniłam się szczęściem myśląc - tak, to jest to, na co przyszłam. Bo album symfoniczny zawładnął moją duszą.<br /><br />Wydaje mi się, że Coma trafiła idealnie z pomysłem nagrania takiego materiału i grania takich koncertów. Ich nieco mroczna i podniosła stylistyka idealnie komponuje się z dźwiękiem klasycznych instrumentów, które nadają jej jeszcze trochę jakiegoś mistycyzmu i wynosza jeszcze wyżej. Zapewne dla ludzi dla których Rogucki to grafoman a Coma skacze wyżej dupy i w ogóle nadymają się ze swoimi korytarzami znaczeń Coma Symfonicznie będzie tylko dodatkowym powodem do śmiechu. Dla mnie była strzałem w dziesiątkę (może i jedenastkę), cudownym odświeżeniem kawałków, które i tak już lubiłam, ale teraz pokochałam. A doświadczenie słuchania płyty jest niczym w porównaniu do usłyszenia tego na żywo.<br /><br />Zacznę od tego, że szalenie cieszę się, że koncert został przeniesiony do Zamku. Dzięki temu publiczność mogła spokojnie i bez zamieszek podzielić się na dwie częście zależnie od oczekiwań. Ludzie, którzy robią power zostali na dole, a ludzie, którym wystarczy muzyka i obraz zajęli komfortowe miejsca na balkonie - tam też udałam się ja. Koncert Comy był to mój pierwszy - tak mówię, bo faktyczny pierwszy był kiedyś-tam na Woodstocku, mało z niego pamiętam i zostało mi w głowie głównie to, że Rogucki w rozpiętej koszuli udawał Jezusa. Więc trochę niby miałam pojęcie, czego się można po nim spodziewać - ale jednak nie do końca.<br /><br />Z osobą Roguca jest tak jak z całą muzyką Comy - są tacy, których to zachwyca, są tacy, do których to trafi, a są tacy, którzy uśmiechnęliby się z pobłażliwością i skwitowali to westchieniem połączonym z przewracaniem oczami. Ja do maniakalnych fanek nie należę, ale to jednak fajne, jak wokalista coś na tej scenie robi, nawet gdy jest to machanie bioderkami w bardzo sugestywny sposób. No więc, do mnie to trafia z całym wizerunkiem, ja to kupuję w pakiecie i tyle. Ale powróćmy do samego koncertu (ale nie będę opisywać każdego utworu, bo nie lubię). Koncert w ostatecznym rozrachunku był taki jak być miał - smyczki i trąbki robiły klimat, Roguc i panowie z gitarami (i pan z bębnami) robili Comę a światła opakowywały to wszystko tak, że w pewnych momentach miałam ochotę zrobić takie typowe &quot;łał&quot;. I mimo, że siedziałam tam na górze na balkonie to i tak czułam moc, pochodzącą nawet nie od tego dzikiego tłumu pod nami, ale od samego zespołu (który pewnie miał jej trochę od tego tłumu, więc niech wam już będzie). Tak jak sam Rogucki zdziwiłam się, że sala wyglądała jak na każdym innym rockowym koncercie mimo przecież innego charakteru tego konkretnego, na początku się dziwowałam, ale potem stwierdziłam, że w sumie rzeczywiście - Coma nawet akustycznie i symfonicznie potrafi dać niezłego kopa. Ale ja osobiście i tak najbardziej czekałam na te spokojniejsze. Dlatego wiedziałam, że muszą, no muszą być bisy. I na bisach dopiero się doczekałam. I tak jak myślałam - <a title="Coma &ndash; Pasażer" href="http://www.last.fm/music/Coma/_/Pasa%C5%BCer" class="bbcode_track">Pasażer</a> i <a title="Coma &ndash; Sto tysięcy jednakowych miast" href="http://www.last.fm/music/Coma/_/Sto+tysi%C4%99cy+jednakowych+miast" class="bbcode_track">Sto tysięcy jednakowych miast</a> pozamiatały mnie całkowicie i zapewniły końcówkę, która uszczęśliwiła mnie już do końca. Tego chciałam, to dostałam i wszystko było pięknie. I dzieki temu, że byłam na balkonie, mogłam wstać i zrobić tezetwu &quot;standing ovation&quot; - no bo, kurde, zasłużyli sobie.<br /><br />Podsumowując - symfoniczna Coma jest jednym z najlepszych tego typu projektów, jakie napotkałam w mojej muzycznej wędrówce (tego typu - w sensie odświeżania starych utworów nadając im jakiś inny rys - remixy, unpluggedy, koncertówki itepe.) Miecie w słuchawkach, powala na żywo.<br />I tyle.</div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>W mojej głowie kosmos</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2010/02/18/3fgawo_w_mojej_g%C5%82owie_kosmos</link>
         <pubDate>Thu, 18 Feb 2010 23:51:00 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2010/02/18/3fgawo_w_mojej_g%C5%82owie_kosmos</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/event/1379725+Poluzjanci" class="bbcode_event">Thu 18 Feb – Poluzjanci</a><br /><br />Ustanawiam nową dobrą wróżbę - jesli przed koncertem zobaczysz trzech panów z <a href="http://www.last.fm/music/AudioFeels" class="bbcode_artist">AudioFeels</a>, to znaczy że koncert będzie fantastyczny. Ja zobaczyłam dwóch około 20:15, trzeci dołączył po jakiejś minucie. I wiecie co? Sprawdziło się.<br /><br />Żeby zdążyć na czas na ten koncert, musiałam zaryzykować narażenie się najstraszniejszech profesor doktor habilitowanej w całym departamencie. Na szczęście nie wydawała się być urażona i pozwoliła mi uciec z zajęć piętnaście minut wcześniej, dzięki czemu nie denerwowałam się, że się spóźnie i ominie mnie cokolwiek. Nie ominęło, miałam nawet czas żeby postać w wyjątkowo długiej kolejce do szatni oraz zająć strategiczne miejsce na lewo od sceny, czyli tak zwane Tam Gdzie Zawsze i ze zniecierpliwienien wpatrywać się w twarze członków zespołu które zawisły za sceną (w postaci zdjęcia oczywiście). Wtedy jeszcze przeszkadzało mi,  że a to jakis wysoki człowiek stanął przede mną, a to powietrza za mało i gorąco. Kiedy jednak prawdziwy, żywy zespól wyszedł na scenę wszystkie te detale przestały się liczyć, a jedyną ważną rzeczą była muzyka wypełniająca salę i bujający się tłum (swoją drogią dużo liczniejszy niż się spodziewałam, myślałam, żem taka alternatywna). Już po pierwszej piosence wiedziałam, że nie ma w tym momencie żadnego innego miejsca w którym chciałabym być ani żadnej innej muzyki, której chciałabym słuchać. Kiedy odkryłam pierwszą płytę zachwyciłam się Poluzjantami. Kiedy pan Kuba Badach nagrał Tribute to Andrzej Zaucha zapałałam do niego nesłychaną sympatią  o naturze bardziej już osobistej, która została pogłębiona po płyty tej przesłuchaniu. Na koncercie przekonałam się, że pan Kuba dysponuje najlepszym głosem i największym talentem na całej polskiej scenie muzycznej (i nie tylko polskiej), a reszta muzyków wiernie mu sekunduje. Tym samym został włączony do mego muzycznego panteonu, na wieki wieków amen.<br />Strona muzyczna zachwycająca, urzekająca, niesamowita. Wokal, jak już wspominałam, zaczarował mnie na nowo, na żywo usłyszałam, że rzeczywiście ten głos to jest... głos (jak widać, zaczyna brakować mi słów, a to się rzadko zdarza). Sposób prowadzenia koncertu, na którym mogliby wzorowac się wszyscy. Wszystko komponowało się zgrabnie w jedną całość, pan Kuba emanował obezwładniającym urokiem osobistym, a instrumentalne sola idealnie wpasowywały się w płynący występ. Nie wiem, czy byłam w tym uczuciu osamotniona czy nie, ale ja przez cały czas trwania koncertu czułam atmosferę wyjątkowości, tego, że takiego koncertu jeszcze nie było i już nie będzie, że jeste ten jeden, jedyny w swoim rodzaju. Nie wiem czy tak było rzeczywiście, ale będę pielęgnować swoje przekonanie, że tak. Bardzo je lubię. A przecież mało prawdpodobne jest, żeby jeszcze kiedyś usłyszeć wykonane w taki sposób <a title="George Michael &ndash; Careless Whisper" href="http://www.last.fm/music/George+Michael/_/Careless+Whisper" class="bbcode_track">Careless Whisper</a>, czy też Poluzjantów unplugged, którzy nawet z awarii technicznej potrafili zrobić coś dobrego, co w ostatecznym rozrachunku tylko uczyniło występ jeszcze bardziej wyjątkowym. <br />Przez cały koncert różne słowa, myśli i pomysły krążyły w mojej głowie co do tej potencjalnej recenzji, a jak przyszło co do czego, to myslę, że nie ma sensu pisać już nic więcej. Kto był, ten wie, jak było, kto nie był, będzie musiał pójśc następnym razem (oby jak najszybciej). A ja w duchu błogosławię bankomat WBK koło Eskulapa, dzięku któremu mam teraz w rękach Drugą Płytę z podpisami Poluzjantów. Za jakies dwadzieścia lat spojrzę na nią i przypomnę sobie ten wieczór, włożę płytę w odtwarzacz i po raz kolejny utonę w dźwiękach.<br />A na chwilę obecna nie potrafię pomyśleć o lepszym możliwym sposobie na spędzenie trzech godzin. Ale po co szukać, skoro, ten, chyba znazłam i tyle. Jakkolwiek pretensjonalnie by to nie brzmiało.</div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>Sam pomysł to nie wszystko</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2009/12/02/37gbbg_sam_pomys%C5%82_to_nie_wszystko</link>
         <pubDate>Wed, 2 Dec 2009 10:42:00 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2009/12/02/37gbbg_sam_pomys%C5%82_to_nie_wszystko</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/event/1244459+MUCHY+%22Na+pr%C3%B3bie%22" class="bbcode_event">Tue 1 Dec – MUCHY &quot;Na próbie&quot;</a><br /><br />Na koncert ten czekałam z dość dużymi emocjami, bo opisana tu na laście koncepcja 'storytellingu' spodobała mi się niezmiernie. Oczekiwania były więc dość duże, a jak było? Zacznijmy może od stron dobrych.<br />Było zdecydowanie przyzwoicie, dla fanów Muszej muzyki, a nie podejrzewam by pojawili się tam ludzie nimi nie będąymi. Dużo nowego materiału, który zapowiada fajną płytę (aczkolwiek w pewnym momencie w mojej głowie pojawiła się myśl 'o, brzmi trochę jak <a href="http://www.last.fm/music/happysad" class="bbcode_artist">happysad</a>' która tak mnie przeraziła że od razu wyparłam ją ze świadomości) wymieszanego ze znanymi i lubianymi. Najjaśniejsze punkty to, przynajmniej dla mnie, <a title="Muchy &ndash; 111" href="http://www.last.fm/music/Muchy/_/111" class="bbcode_track">111</a> zagrane samotnie przez Pana Wiraszkę w czasie kiedy reszta zespołu relaksowała się na scenie - jedyny moment, który jakoś tam przypominał tę koncepcję wyrażoną ideą 'na próbie', oraz wstęp do piosenki <a title="Muchy &ndash; G&oacute;rny taras" href="http://www.last.fm/music/Muchy/_/G%C3%B3rny+taras" class="bbcode_track">G&oacute;rny taras</a>, który z kolei był tym, czego oczekiwałam, czyli tym zapowiadanym storytellingiem. Krótkim i zwięzłym, ale zawsze.<br />Przechodząc na drugą stronę barykady - nie potrafię jednak pozbyć się uczucia rozczarowania. Koncert był reklamowany jako wyjątkowy, miały być opowieści i intymna atmosfera próby, a było parę krótkich zdań wtrąconych pomiędzy utworami oraz Pan Wiraszko dziękujący wielokrotnie cudownym fanom. Być może po prostu moje oczekiwania były za wysokie, ale z drugiej strony jakie inne miały być? Oczekiwałam tego, co mi obiecywano w opisie koncepcji 'storytellers' i haśle promującym występ. Pomysł był zdecydowanie dobry, ciekawy, warty przeprowadzenia, ale jednak ostateczne wrażenie jest takie, że nic poza pomysłem nie zostało zrobione. Zespół nie miał żadnego planu, przy prawie każdej piosence padały słowa 'w sumie niewiele można o tym powiedzieć'. Proszę Pana, jeśli Pan nie ma o swojej muzyce nic do powiedzenia, to nie powinien Pan próbować takiego formatu koncertu ;) Oczekiwałam opowieści o powstawaniu utworów, o nagrywaniu płyty, o tym co stoi za tekstami, czegoś co sprawiłoby że poczuję jakiś bliższy, bardziej osobisty kontakt z zespołem. W końcu, jak to powiedziała moja towarzyszka Aleksandra, te piosenki to jego '<em>flesh and bones</em>', wydawałoby się, że będzie miał więcej uczuć z nimi związanych. A tymczasem cały występ był po prostu zwyczajny i pewnie podobałby mi się w każdych innych okolicznościach, jednak, jak już pisałam, głównym moim wrażeniem pozostaje rozczarowanie. A negatywny wydźwięk potęguje to, że kiedy już wokalista coś mówił, ludzie stojący naokoło postanowili też mówić, ba, nawet krzyczeć. Chyba po to wszyscy przyszli na ten koncert, żeby posłuchać tego co Muchy mają do powiedzenia poza swoją muzyką, a kłóci mi się to z wykorzystywaniem tych właśnie momentów na głośne wyrażanie swych emocji całemu światu. Ogólnie rzecz biorąc, miałam wrażenie że Pan Mucha bardzo chciał być przez ten koncert inny, fajny i oryginalny i miał na to potencjał, ale go zmarnował. Nie wiem czy zabrakło mu do tego czasu, serca, chęci czy ochoty - tak czy siak wyszło średnio. Szkoda, bo nie miałabym nic przeciwko zakorzenieniu się tej formy koncertu w naszej polskiej czy poznańskiej scenie muzycznej.<br />Podsumowując: koncert jako zwykły koncert - na plus. Koncert jako koncert konceptualny i wyjątkowy - rozczarowanie. Trochę mi szkoda tych ludzi, którzy z daleka przyjeżdżali spędzając długie godziny w pociągach, i mogę sobie tylko wyobrażać jakie są ich wrażenia i odczucia. Ja po wyjściu z klubu wsiadłam w tramwaj, wróciłam do domu, zjadłam kolację i czułam się jak w każdy inny zwykły dzień po powrocie z zajęć. A nie o to chyba chodzi.</div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>Strachowa stabilizacja</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2009/11/29/375syr_strachowa_stabilizacja</link>
         <pubDate>Sun, 29 Nov 2009 10:02:50 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2009/11/29/375syr_strachowa_stabilizacja</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/event/1187174+Strachy+Na+Lachy+at+Eskulap+on+28+November+2009" class="bbcode_event">Sat 28 Nov – Strachy Na Lachy, The Cuts</a><br /><br />Nie próbuję nawet liczyć na ilu koncertach Strachów już byłam, nie pamiętam dokładnie który był pierwszy, ale w ciągu tych lat nigdy nie zmieniło się to, że na te koncerty zawsze chodzę z chęcią, przyjemnością i nadzieją, że wciąż jeszcze sprawiać mi będą taką radość jak te pierwsze. Tak też było z tym, i po raz kolejny nie zawiodłam się. Opisywanie każdego utworu po kolei nie ma chyba sensu, jestem zwolenniczką recenzji raczej emocjonalnych niż strukturalnych, i tak też napiszę tę. Pierwszym wnioskiem koncertowym było spostrzeżenie, że Grabaż i koledzy chyba całkowicie już zrezygnowali z grania 'Zakazanych piosenek' w regularnej trasie koncertowej. Szczerze mówiąc nie tęsknię za nimi jakoś szczególnie - wiadomo, że <em>pastelowe lowe</em>, ale dla mnie cały ten projekt najwięcej sensu miał, kiedy słyszałam go na koncercie Jarocińskim w zeszłym roku - zagrany od początku do końca, ekskluzywnie, z udziałem gości i wizualizacjami. Wtedy robił odpowiednie wrażenie, i ośmielę się pokusić o stwierdzenie, że możliwe, że Strachy myślą tak samo. W każdym razie, Zakazanych na koncercie nie było, było za to sporo 'Autora', który już na dobre zagnieździł się w Strachowej konwencji a także w głowach fanów - a ja wciąż z sentymentem wspominam te dawne czasy, kiedy byłam jedną z niewielu osób na wypełnionej sali, które razem z Grabażem śpiewały <a title="Strachy Na Lachy &ndash; A my nie chcemy uciekać stąd" href="http://www.last.fm/music/Strachy+Na+Lachy/_/A+my+nie+chcemy+ucieka%C4%87+st%C4%85d" class="bbcode_track">A my nie chcemy uciekać stąd</a>. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że słuchacze mają świadomość, czyje słowa wykrzykują po sceną ;) Swoją drogą przy tejże piosence sama nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać, kiedy to Grabaż po kilkakrotnym powtórzeniu 'ci-sza' poddał się niezdolny do powstrzymania tłumu od entuzjastycznego klaskania do rytmu. Publiczności droga, artysta nasz pan, następnym razem uprasza się o posłuszeństwo ;) Wracając do koncertu reszty - zauważyłam, że z każdym kolejnym koncertem mniej we mnie zawodów typu 'mógł zagrać 'Hej kobieto'. Zabrzmię jak stara szprycha, ale chyba to dlatego, że przez ilośc koncertów na których byłam, usłyszałam już na żywo wszystko, co chciałam. A na dodatek wiem, że na wiosnę pewnie pójdę na kolejny koncert, i wtedy może zagrają. Może mniej w tym emocji, ale tak czy siak, uczucie jest niewątpliwie przyjemne. A mimo wszystko każdy koncert jest na swój sposób inny. Jak na razie na czele plasuje się ten poznański sprzed roku, kiedy to Grabaż odbierał nagrodę, a w czasie koncertu na chwilę zreaktywowała się Pidżama i <a title="Pidżama Porno &ndash; Pasażer" href="http://www.last.fm/music/Pid%C5%BCama+Porno/_/Pasa%C5%BCer" class="bbcode_track">Pasażer</a> nigdy chyba nie brzmiał tak dobrze. No, może na Pogrzebinach. No ale kończąc ten okrutny offtopic wracam do występu wczorajszego, na którym z kolei pojawiło się całkiem sporo nowych piosenek, które utrzymały mnie w nadziei, na całkiem fajną płytę w lutym. Szczerze mówiąc czekałam na te nowe piosenki od czasu 'Piły Tango', jakkolwiek bardzo podobał mi się 'Autor' nie ma to jak egzystencjalna poezja Grabaża. Poezja, która stwarza tak cudowne obrazki jak dwie dziewczynki w wieku na oko 10-12 lat entuzjastycznie skaczące (i kto wie czy nie śpiewające) utwory takie jak <a title="Strachy Na Lachy &ndash; Żyję w kraju" href="http://www.last.fm/music/Strachy+Na+Lachy/_/%C5%BByj%C4%99+w+kraju" class="bbcode_track">Żyję w kraju</a> czy <a title="Strachy Na Lachy &ndash; Raissa" href="http://www.last.fm/music/Strachy+Na+Lachy/_/Raissa" class="bbcode_track">Raissa</a>. Myślę, że wszyscy obecni wiedzą, o co mi chodzi. Stałe punkty programu w postaci właśnie wspomnianej Raissy i <a title="Strachy Na Lachy &ndash; Piła Tango" href="http://www.last.fm/music/Strachy+Na+Lachy/_/Pi%C5%82a+Tango" class="bbcode_track">Piła Tango</a> oczywiście niezawodnie się pojawiły i dały szansę na zdarcie trochę gardła. Grabaż był jak zwykle zachwycający, tak samo jak Lo, który ku mej ogromnej uciesze nie zapomniał zupełnie o swoim kapeluszu, który tak lubię. Po raz kolejny też udało nam się wyciągnąć zespół na drugi bis - szczerze mówiąc nie wiem, czy zawsze wychodzą i jak to wygląda w innych miastach i chyba nie chcę wiedzieć. Chcę wierzyć Grabażowi, kiedy mówi, że grają <a title="Strachy Na Lachy &ndash; Na pogrzeb kr&oacute;la" href="http://www.last.fm/music/Strachy+Na+Lachy/_/Na+pogrzeb+kr%C3%B3la" class="bbcode_track">Na pogrzeb kr&oacute;la</a> tylko na niektórych koncertach, bo sprawia to że i dla mnie ten finał jest wyjątkowy. W tym miejscu też należałoby podziękować całej publiczności, która tym razem zastosowała się do prośby Krzysztofa i powstrzymała się od klaskania. Piękna końcówka, jak zawsze zresztą.<br />Może niektórym niemiła jest stabilizacja, ja tam moją Strachową stabilizację polubiłam i nie mam zamiaru z niej zrezygnować. A więc do usłyszenia ponownie wiosną :)</div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>'An amazing fucking show' czyli 24h pod znakiem Rise Against</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2009/08/19/2y75eh_%27an_amazing_fucking_show%27_czyli_24h_pod_znakiem_rise_against</link>
         <pubDate>Wed, 19 Aug 2009 12:32:26 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2009/08/19/2y75eh_%27an_amazing_fucking_show%27_czyli_24h_pod_znakiem_rise_against</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/event/1018549+Rise+Against" class="bbcode_event">Mon 17 Aug – Rise Against</a><br /><br />Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że krytyk ze mnie marny, nie pamiętam każdej nuty koncertu, nie potrafię powiedzieć, co było gorzej a co lepiej bo też nie jestem obiektywna, i nie będę nawet udawać że próbuję taka być. Tak więc moja recenzja będzie w sumie bardziej swobodnym strumieniem świadomości zainspirowanym emocjami które wciąż jeszcze we mnie wirują.<br />Ale zacznijmy od początku, którym to początkiem była dla mnie pobudka o porannych mgłach (dosłownie) i wschód słońca oglądany z okien pociągu. Mogłabym pisać, że już wtedy wiedziałam, że ten dzień będzie niezwykły, ale tak naprawdę do końca nie docierało do mnie, że zobaczę Rise Against na żywo. W końcu czekałam na ten dzień prawie 4 lata, tego się nie przyjmuje tak po prostu do wiadomości. Tak czy siak, z biletem w plecaku, kilkoma ciekawostkami na temat geografii Polski w głowie i dobrze dobraną ekipą dotarłam do Warszawy, którą odwiedziłam w moim życiu po raz drugi. Za dużo nie zobaczyłam, obowiązkowa fotka pod PKiN, autobus przyspieszony, pizza, kilka toastów piwem (za <a title="Rise Against &ndash; Like The Angel" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Like+The+Angel" class="bbcode_track">Like The Angel</a>) i przeniesliśmy się pod Proximę by tam oczekiwać na godzinę zero. Poziom nakręcenia na koncert w momencie dotarcia pod klub sięgnął stopni najwyższych, kiedy usłyszeliśmy dźwięki tak dobrze nam wszystkim znajome i okazało się że to wcale nie tak, że ktoś puszcza sobie Rise z samochodu, ale to oni sami, żywi i prawdziwi grają tuż za ścianą i to nic innego jak <a title="Rise Against &ndash; Dancing For Rain" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Dancing+For+Rain" class="bbcode_track">Dancing For Rain</a>. A i to nie był koniec atrakcji przedkoncertowych, bo po jakimś czasie po kolei pojawiali się na zewnątrz, uśmiechali się, dawali autografy, pozowali do fotek, rozmawiali z lekko oszołomionymi fanami a Zach nawet wziął od nas ciasteczko. Tim za to wyraził swoje ciepłe uczucia do miasta Poznania co daje nadzieję, że następnym razem nie trzeba będzie jeździć na koncert aż do stolicy. No ale pora chyba już przejść do rzeczy, czyli samego koncertu. Jako, że był to mój pierwszy klubowy koncert tak 'dużego' zespołu, nie mogę się za bardzo wypowiedzieć na temat samego klubu, poza tym, że dosyć oczywistym faktem był brak klimatyzacji i porządnej wentylacji. Był za to klimat, widok sali wypełnionej od ściany do ściany zdecydowanie imponujący, mam nadzieję że nikt nigdy nie wpadnie na organizowanie koncertu Rise na stadionie czy w jakiejś wielkiej hali. Support całkiem przyjemny i mój sentyment do tego typu muzyki  chyba nie grał tu aż tak wielkiej roli - dali radę, powiedziałabym, że rozgrzali publiczność, ale jak powszechnie wiadomo, o to nie trzeba było się specjalnie starać. A potem przeniosłam się we wcale wygodną wnękę w ścianie ze świetnym widokiem na scenę i dostępem do resztek powietrza i oczekiwałam już tylko na jedno. Kiedy Tim i reszta pojawili się na scenie zapomniałam o wszystkim innym, poziom hormonów szczęścia podskoczył jeszcze trochę i się zaczęło. Mocny początek, ale pierwszy moment ekstazy był, kiedy Tim oznajmił, że teraz będzie <a title="Rise Against &ndash; Paper Wings" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Paper+Wings" class="bbcode_track">Paper Wings</a>. Chyba wtedy zaczęłam niekontrolowanie skakać raz po raz uderzając głową o ścianę (bo kto by pamiętał, że ona się tam zaczyna 5cm na lewo) i zdzierać głos wrzeszcząc, że <em>between each smile there's a tear in your eye</em>. A wszyscy naokoło robili to samo, co ja, i miałam takie wrażenie, że większośc osób na tej sali tak jak ja, czekało na ten koncert przez lata. I to było widać, to było czuć w tej niesamowitej energii, w reakcjach na każdy jeden zaczynający się utwór. Potem było moje ukochane <a title="Rise Against &ndash; The Good Left Undone" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/The+Good+Left+Undone" class="bbcode_track">The Good Left Undone</a>, potem było szaleństwo i ręce w górze. I tak przez cały czas. Aż nadszedł ten moment na który czekałam od czasu kiedy zobaczyłam potencjalne setlisty - zestaw <a title="Rise Against &ndash; Savior" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Savior" class="bbcode_track">Savior</a> i <a title="Rise Against &ndash; Survive" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Survive" class="bbcode_track">Survive</a>. I było to dokładnie takie, jakie być miało, i zaśpiewałam z Timem całe <em>Survive</em> mimo zdartego już gardła, a kiedy do tego dołożyli jeszcze <a title="Rise Against &ndash; Prayer of the Refugee" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Prayer+of+the+Refugee" class="bbcode_track">Prayer of the Refugee</a>, którego refren po prostu eksplodował energią pomyślałam, że tak właśnie wygląda spełnione marzenie. Następne minuty to był ten element koncertu, który zawsze robi na mnie niesamowite wrażenie. Kiedy zespół po raz pierwszy schodzi ze sceny, a wszyscy ludzie na sali myślą w tym momencie dokładnie o tym samym, podnoszą ręce do góry i krzyczą na cały głos. Mogę się tylko domyślać, jak czuje się wtedy zespół za kulisami. Kiedy Tim wyszedł z akustykiem w rękach wszyscy już wiedzieli czego można się spodziewać. I wiem, że jestem w tym szalenie banalna i nieoryginalna, ale w końcu to właśnie od tej piosenki wszystko się zaczęło. Odśpiewanie z całą salą ludzi pierwszej piosenki Rise Against którą kiedykolwiek usłyszałam i pierwszej w której się zakochałam zdecydowanie zapisuje się w najpiękniejszych momentach mojego życia, takich których nie zapomnę nigdy. A intro do <a title="Rise Against &ndash; Dancing For Rain" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Dancing+For+Rain" class="bbcode_track">Dancing For Rain</a> zabrzmiało pięknie jak nigdy. A kiedy Tim powiedział, że '<em>This is your family. This is our family. Everybody here. Warsaw, I am proud, you make me proud to be a part of this family right here, right fucking now</em>.' to też poczułam tę dumę, i tę jedność ze wszystkimi ludźmi na sali. No a potem to już tylko czyste szaleństwo na <a title="Rise Against &ndash; Give It All" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Give+It+All" class="bbcode_track">Give It All</a> i finałowym <a title="Rise Against &ndash; Ready To Fall" href="http://www.last.fm/music/Rise+Against/_/Ready+To+Fall" class="bbcode_track">Ready To Fall</a>. I nie pozostaje nam nic innego jak czekać na obiecaną trasę po Polsce i powtórzyć za Timem '<em>this was an amazing fucking show</em>'. A peron na dworcu centralnym pełen był spoconych i szczęśliwych ludzi, a kiedy dotarłam do domu na Wildzie właśnie gasły latarnie. 24 godziny pod znakiem Rise Against. Nie mogłam sobie tego wymarzyć lepiej. Dziękuję.</div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>Długi, osobisty i nieobiektywny żurnal nt. Jarocina</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2009/07/20/2vqhdo_d%C5%82ugi%2C_osobisty_i_nieobiektywny_%C5%BCurnal_nt._jarocina</link>
         <pubDate>Mon, 20 Jul 2009 09:59:46 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2009/07/20/2vqhdo_d%C5%82ugi%2C_osobisty_i_nieobiektywny_%C5%BCurnal_nt._jarocina</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/festival/865249+Jarocin+Festival+2009" class="bbcode_event">Fri 17 Jul – Jarocin Festival 2009</a><br /><br />Ze wszystkich festiwali na których byłam Jarocin jest zdecydowanie moim ulubionym. Połączenie specyficznego klimatu, zazwyczaj świetnego line-up'u, sprawnie działającej ochrony i bezpośredniej dostępności najważniejszych artykułów spożywczych tworzy miejsce, gdzie być lubię i chcę i mam nadzieję, że nigdy się to nie zmieni. W tym roku nie było inaczej. No może jedynie pod tym względem, że na festiwal wybrałam się sama, ale założyłam, że 'na miejscu się kogoś na pewno spotka', co oczywiście okazało się prawdą, ale ja nie o tym chciałam. A chciałam o muzyce, która dla mnie na tegorocznym Jarocinie zaczęła się od koncertu grupy <a href="http://www.last.fm/music/Ignite" class="bbcode_artist">Ignite</a>, której twórczość znałam bardzo pobieżnie. Koncert mile mnie zaskoczył, wokalista, jak się okazało ma dużo lepszy głos niż można by się spodziewać po zespole który czasami podpina się pod gatunek hardcore'u. Po tym i wcześniejszym koncercie (<a href="http://www.last.fm/music/Acid+Drinkers" class="bbcode_artist">Acid Drinkers</a>) trochę dziwnie wypadło wyjście na scenę zespołu <a href="http://www.last.fm/music/happysad" class="bbcode_artist">happysad</a>, który jednakowoż ma swoją wierną rzeszę fanów i nie został, jak się obawiałam, wygwizdany od samego początku. Ja grupę tę lubię, po części ze względów sentymentalnych a po części ze względu na to, że wokalista to według mnie naprawdę utalentowany człowiek. Poza tym jest to muzyka dla mnie idealna do poskakania sobie jak za starych dobrych licealnych czasów. A koncert jak koncert ('kawa jak kawa'), niczym nie zaskoczył ale też niczego wielkiego się po nim nie spodziewałam. O zespole <a href="http://www.last.fm/music/Bad+Brains" class="bbcode_artist">Bad Brains</a> nie napiszę, ponieważ większość ich koncertu przegapiłam, twórczości nie znam w ogóle, a moje spostrzeżenia składają się z komentarzy na temat imidżu a to już sobie daruję. A potem przyszedł czas na <a href="http://www.last.fm/music/Editors" class="bbcode_artist">Editors</a>. Koncert na który zdecydowanie czekałam, co do którego zdecydowanie miałam oczekiwania i nadzieje. Udało nam się nawet przepchnąć prawie pod same barierki, co okazało się potem niezbyt dobrym posunięciem (pozdrowienia dla dużego pana który uporczywie wpadał na mnie swoim brzuchem i wymachwał rękami nad głową oraz tajemniczej osoby do której należała ręka z puszka piwa które widowiskowo rozlało się po mej najbliższej okolicy wliczając w to mą koszulkę). Przesunęłam się więc parę rzędów do tyłu i włączyłam w strefę pogo, które odpowiadało mi trochę bardziej. Przestałam myśleć o tym, że śmierdzę piwem i skupiłam na koncercie, który był absolutnie niesamowity, szczególnie, że mam fetysz mężczyzn grających na pianinie/fortepianie. Przy '<a title="Editors &ndash; An End Has A Start" href="http://www.last.fm/music/Editors/_/An+End+Has+A+Start" class="bbcode_track">An End Has A Start</a>' jednak zaczęło być jasne, że coś jest nie tak bo Tom nie dośpiewał do końca chyba żadnej zwrotki. Jak się potem okazało nie było to niestety działanie zamierzone i koncert skończył się aż pół godziny przed planowanym zakończeniem. Troszkę zawiedziona, kolejne dwie godziny spędziłam rozmawiając z nieznajomymi i wygrywając od tychże piwo.<br />Dzień drugi muzycznie rozpoczął się dla mnie bardzo dobrze, bo od Czesława, który Śpiewa, który to całkiem mile mnie zaskoczył. Próbowałam kiedyś słuchać jego płyty, która niezbyt mnie przekonała (głównie ze względu na teksty PS. tak, wiem jak one powstawały), okazało się jednak że Czesław jest osobowością jak najbardziej sceniczną i nadrabia charyzmą oraz urokiem osobistym nie wspominając już o niesamowitej Karen. Jeszcze wtedy nie przeszkadzał mi też deszcz, który spadł już pod koniec koncertu, i, jeszcze wtedy, był miłym odświeżeniem po całodniowym upale. Po zaopatrzeniu się w bluzę i pelerynę wróciłam na koncert <a href="http://www.last.fm/music/The+Automatic" class="bbcode_artist">The Automatic</a>, którzy jak dla mnie byli kolejnym zdecydowanie jasnym punktem wieczoru. Płytę przesłuchałam parę razy, bez większego entuzjazmu, jednak energia koncertowa chłopców z Walii przeciągnęła mnie całkowicie na ich stronę, do tego stopnia że miałam ochotę fizycznie skrzywdzić niewychowanego pana, który krzyczał w stronę sceny słowa necenzuralne. Ludzie prości, jeśli koncert się nie podoba to się idzie na piwo, względnie zajmuje się ze znajomymi lekką acz uduchowioną konwersacją o sztuce i muzyce nie przynoszącą nikomu wstydu. Mimo tego nieprzyjemnego akcentu koncert podobał mi się bardzo i przyniósł skojarzenie z zeszłorocznym <a href="http://www.last.fm/music/The+Subways" class="bbcode_artist">The Subways</a> (chociaż Subwaysi mieli jeszcze więcej energii, trudno chyba byłoby znaleźć zespół, który ich pod tym względem przebija, za to studyjnie w ogóle mnie nie przekonują). Następnym punktem programu była, niestety, straszliwa ulewa która sprawiła, że koncertu <a href="http://www.last.fm/music/Myslovitz" class="bbcode_artist">Myslovitz</a> słuchałam spod zielonego namiotu Lecha gdzie toczyło się bujne życie towarzyskie a nie zabrakło też i śpiewów. Następnie, po przemoknięciu do suchej nitki spowodowanym kilkoma kursami na pole namiotowe i z powrotem i przemarznięciu spowodowanym przemoknięciem, nadeszła pora na przetransportowanie się pod scenę by zająć sobie miejsce przy barierce i cierpliwie, szczękając zębami, oczekiwać na ostatni koncert wieczoru w międzyczasie zaliczając cały występ <a href="http://www.last.fm/music/New+Model+Army" class="bbcode_artist">New Model Army</a>, który mi się nawet nawet podobał, czego się wcale a wcale nie spodziewałam. To wszystko było jednak przygrywką do tego jednego koncertu, na który czekałam cały dzień, i dla którego mokłam i marzłam. Deszcz przestał padać, a kiedy na scenę wszedł Chris wraz z resztą ekipy z <a href="http://www.last.fm/music/IAMX" class="bbcode_artist">IAMX</a> wiedziałam już na pewno, że warto było, po stokroć warto. Wszystko co kiedykolwiek czytałam o ich koncertach, o niesamowitej energii, o chłonięciu wszystkimi zmysłami, wszystko było prawdą. Występ był niesamowitym widowiskiem, oceanem muzyki która pulsowała w uszach (częściowo przez moje miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie kolumn) i jednym z najlepszych koncertów na których byłam w życiu. Chris przypominał mi postać wyciętą z kreskówki, a przez większość czasu nie mogłam do końca uwierzyć, że on jest tam, tak blisko, żywy i prawdziwy. Zaczęli jednym z moich ulubionych utworów '<a title="IAMX &ndash; Bring Me Back a Dog" href="http://www.last.fm/music/IAMX/_/Bring+Me+Back+a+Dog" class="bbcode_track">Bring Me Back a Dog</a>' i utrzymali mnie w nieustannym zachwycie do samego końca. Nawet 'Nightlife', za którym nie przepadam, zagrane na żywo zabrzmiało jakoś zupełnie inaczej i zadziwiająco mi się spodobało. '<a title="IAMX &ndash; Spit It Out" href="http://www.last.fm/music/IAMX/_/Spit+It+Out" class="bbcode_track">Spit It Out</a>' było już dopełnieniem szczęścia absolutnego. Zapomniałam że jestem mokra, że jest mi zimno, że spałam tylko 4 godziny. Na czas koncertu istniał tylko zespół, cudownie chudy Chris, muzyka, energia i falujący tłum. Nie jestem nawet pewna, ile trwał koncert, ze swojej strony mogę tylko powiedzieć - za krótko. Zakończył się <span title="Unknown track" class="bbcode_unknown">'Think of England</span>' na bis, i trzeba było wracać do szarej i mokrej rzeczywistości oraz, na szczęście suchego, namiotu. Na podsumowanie dodam, że jeśli IAMX przyjedzie jeszcze do Polski, to będę tam na pewno, mając nadzieję, ze zagrają '<a title="IAMX &ndash; President" href="http://www.last.fm/music/IAMX/_/President" class="bbcode_track">President</a>a', którego zabrakło mi na Jarocińskim występie.<br />Dzień trzeci dla mnie niestety zakończył się na przemoczonych butach, brakiem suchych ubrań i zbyt niską temperaturą, co złożyło się po długich rozważaniach na pociąg do Poznania. Jeśli po godzinie 14 świeciło słońce i nie padało już ani razu to nie chcę o tym wiedzieć, bo nie wybaczę sobie tej decyzji. Chociaż, już dwa pierwsze dni były dla mnie warte dużo więcej niż 89zł wydane na karnet. Cały festiwal podsumowuję więc na ogromny plus, dziękuję serdecznie organizatorom, że dali mi szansę na te dwa dni oraz wszystkim których sptkałam na festiwalowej mej drodze, sąsiadom z namiotów obok którzy poprawili mi humor na samym początku, Mateuszowi i Annie którzy dotrzymali mi towarzystwa, Józefowi który złożył się na jarociński koloryt oraz połamanemu Kamilowi i reszcie grupy z piątkowej nocy którzy też w kolorycie mieli swój udział. Pisałam to już wiele razy, napiszę jeszcze raz - ja kocham takie festiwale. Kocham Jarocin. Wrócę na pewno.</div>]]></description>
               </item>
      <item>
         <title>José i jego 3 doczepiane ręce.</title>
         <link>http://www.last.fm/user/rossie/journal/2008/04/24/3dph_jos%C3%A9_i_jego_3_doczepiane_r%C4%99ce.</link>
         <pubDate>Thu, 24 Apr 2008 22:09:32 +0000</pubDate>
         <guid isPermaLink="true">http://www.last.fm/user/rossie/journal/2008/04/24/3dph_jos%C3%A9_i_jego_3_doczepiane_r%C4%99ce.</guid>
         <description><![CDATA[<div class="bbcode"><a href="http://www.last.fm/event/479245+Jos%C3%A9+Gonz%C3%A1lez+at+CK+Zamek+on+23+April+2008" class="bbcode_event">Wed 23 Apr – José González, Death Vessel</a><br /><br />Starzeję się. Marzę o dużej lodówce, chodze spać przed północą i na koncerty na których wcale a wcale się nie poguje, tylko siedzi i słucha. I strasznie mi sie to podoba. Ale skoro pierwszy mój tego typu koncert to <a href="http://www.last.fm/music/Jos%C3%A9+Gonz%C3%A1lez" class="bbcode_artist">Jos&eacute; Gonz&aacute;lez</a> to nie ma się co dziwić mym odczuciom. Ale zacznijmy od początku. Po dotarciu do Zamku troszkę zaskoczyła mnie długa i zakręcona kolejka do wejścia, ale jak się okazało, bardzo szybko udało się wejść do środka, zając dogodne miejsca i przez godzinę zająć się lekką acz uduchowioną dyskusją o sztuce, muzyce i fonetyce. Koncert zaczął się z lekkim opóźnieniem, ale i tak mniejszym niż się spodziewałam. O <a href="http://www.last.fm/music/Death+Vessel" class="bbcode_artist">Death Vessel</a> grającym jako support wiedziałam to, co wyczytałam w pośpiechu wychodząc z domu, więc nie wiedziałam sama czego się spodziewać. Niespodzianka ta była wcale przyjemna, choć szczerze przyznaję że gdyby nie wizja i to co już wiedziałam, byłabym pewna, że śpiewa kobieta. Ale słuchało sie dobrze, szczególnie urzekł mnie udział publiczności w jednym z utworów, tytułu nie podam, bo nie znam, ale myślę że ci co byli wiedzą o co chodzi ;) Sam Joel zaś ujął mnie swym sposobem bycia i <em>I wanna thank José for taking me with him... to this... trip...</em> co w połączeniu z gestami rąk wypadło strasznie uroczo ;) Po skończonym jego występie przetrzymali nas jeszcze trochę, aż w końcu na scenie pojawił się On. I wtedy zaczęłą się magia.<br />Na początku chciałabym złożyć ukłony w stronę techników i oświetleniowców, nie wiem czy José wozi ich ze soba, czy byli to dyżurni Zamkowi, ale świetnie wykonali swoją robotę. Nagłośnienie bez zarzutu (na moje niefachowe audiofilskie ucho), a niesamowite światła i wizualizacje tworzyły klimat który w połączeniu z muzyką tworzył osobną rzeczywistość w której mogłabym się zanurzyć po same opuszki palców i tak już zostać po wsze czasy chłonąc go wszystkimi zmysłami.<br />A sam José? Cóż pisać, kto był, ten wie, a kto nie był temu i tak nie starczy żaden opis który ja jestem w stanie napisać. Myślę, że dośc trafnie to, co ten pan robi z gitarą opisują komentarze moje i mej towarzyszki, jakoby José miał jakieś 30 palców i 3 doczepiane ręce, nie mówiąc już o 3 gitarzystach ukrytych za sceną i jeszcze perkusiście który też czasem gra na skrzypcach. Niemożliwym wydaje się, żeby jeden człowiek i jedna gitara wystarczyły do stworzenia takich muzycznych cudów. Po każdym utworze klaskałam tak, że aż ręce bolały a i tak wydawało mi się, że to za mało. Bo José nie dość, że gitara, że głos, że utwory, to jeszcze na dodatek jest uroczym człowiekiem (a my jesteśmy <em>very polite crowd</em>) takie przynajmniej odniosłam wrażenie słuchając tego co mówił między utworami. Nie będę oryginalna kiedy powiem, że najbardziej czekałam na 3 piosenki. Przy pierwszych dźwiękach <a title="Jos&eacute; Gonz&aacute;lez &ndash; Heartbeats" href="http://www.last.fm/music/Jos%C3%A9+Gonz%C3%A1lez/_/Heartbeats" class="bbcode_track">Heartbeats</a> poziom mojego szczęścia osiągnął punkt szczytowy i tam już pozostał, poprzez cudowne <a title="Jos&eacute; Gonz&aacute;lez &ndash; Teardrop" href="http://www.last.fm/music/Jos%C3%A9+Gonz%C3%A1lez/_/Teardrop" class="bbcode_track">Teardrop</a> po moje ukochane <a title="Jos&eacute; Gonz&aacute;lez &ndash; Crosses" href="http://www.last.fm/music/Jos%C3%A9+Gonz%C3%A1lez/_/Crosses" class="bbcode_track">Crosses</a>, przez najdłuższe chyba oklaski jakie słyszałam kiedykolwiek aż w końcu po moment kiedy  okazało się, że pan ochroniarz (swoją drogą bardzo miły) nie miał racji i José wyszedł dać autografy tej niewielkiej grupce która nie uciekła od razu na tramwaje czy gdziekolwiek indziej, w tym między innymi mi. Teraz patrzę na ten bilet z dedykacją <em>To Rossie José</em> i sobie myslę, że takie przeżycia i później wspomnienia są absolutnie bezcenne. A za wszystko inne zapłacisz kartą MasterCard.<br /><br /><br />PS. W tym miejscu chciałabym jeszcze raz podziękować Mariuszowi, dzięki któremu mogłam być na tym koncercie. Ogromne ogromne dziękuję :*</div>]]></description>
               </item>
   </channel>
</rss>
